poniedziałek, 4 lutego 2013

Po sznureczku do ...lampy

Witam!
Dziś przedstawię kolejną lampę rodem z monifactury. O lampie w sypialni pisałam w tym poście, teraz kolej na oświetlenie dużego pokoju lub - w nowomowie - salonu.


Fotorelacja nie może obejść się jednak bez krótkiej historyjki:
Nasz salon jest dość duży (ok. 20 m. kw.) i wysoki (3,30m), jak na mieszkanie w starej kamienicy przystało. Ściany zajmują biblioteczka, telewizor oraz Łempicka, o czym była już mowa wcześniej. W pokoju stoi jeszcze pokaźnych rozmiarów kredens oraz stół, tym meblom napewno poświęcę kiedyś osobne wpisy. Jako że pokój jest wysoki, to pod sufitem (było) trochę pusto. Znalezienie odpowiedniej lampy nie było łatwe, ponieważ potrzebowaliśmy taką, która jest sporych rozmiarów, aby zgadzały się proporcje w tym pomieszczeniu. Jakieś małe, tzn. o standartowych wymiarach nie wchodziły w grę.



Długo, kilka lat szukaliśmy pomysłu na oświetlenie, pasujące do klimatu tego pokoju i mieszkania. W międzyczasie wisiało coś zastępczego. Nawet nie pamiętam, co to było, bo pamięć mam krótką, ale z dużym prawdopodobieńśtwem była to  papierowa kula z Ikei ;) Równocześnie ze zmienną intensywnością przerabialiśmy pomysły najróżniejsze, które obrazowo można zawrzeć między:

- Abażur dizajnerski a Żyrandol z targu staroci -

Nie jest tak, że my z zasady i od razu planujemy projekt "zrób to sam". Jednak często na tym się kończy, ponieważ kupne wyroby są albo nie takie, albo tandetnie wykończone albo ceny słone, ujmując to kolokwialnie. Zakładając, że taka lampa zawiśnie u nas na kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt (ok, bez przesady) lat, byliśmy gotowi nawet wydać jakąś poważniejszą kwotę, ale ostatecznie skończyło się na lampie własnej roboty i za naprawdę śmieszną sumę (szczególnie biorąc pod uwagę jej rozmiary!)


Temat zajmował nas długo i zmysły mieliśmy w tym kierynku wyostrzone. Czasem więc gdzieś podpadło nam coś ciekawego, ale ciągle nie bylo to TO. Lampa miala w końcu nie tylko ładnie wyglądać, ale również dawać dużo światła. Z pomocą przyszła w końcu blogosfera. Podczas przeglądania blogów wnętrzarskich mniej lub bardziej przypadkowych, znalazłam rozwiązanie, które połączyło wstępne pomysły w realizowalną całość. Niestety nie mogę sobie przypomnieć, na jakiej stronce spłynęła na mnie wena. Znalazłam za to kilka zdjęć z okresu poszukiwań, widać na nich w jakim kierunku owe poszukiwania się poruszały:




W końcu mieliśmy konkretny plan i samo wykonanie nie było kłopotliwe, oto potrzebne elementy:


Tak, tak podstawą naszej kreacji jest...hulahop! W ten sposób uzyskaliśmy równe koło odpowiednich rozmarów. Pozatym potrzebne są takie sznurkowe firanki. Zdecydowaliśmy się na kolor ecru, jednak są one dostępne w różnych odcieniach. Trudno mi powiedzieć, gdzie i za ile można je dostać w Polsce. Jeśli któraś z Was się orientuje, proszę o komentarz. W Berlinie takie rzeczy za bardzo przystępne sumy można dostać np. w Poco Domaene - sklep meblowy z korzystnymi cenami. Meble wydają się być wątpliwej jakości, ale warto wybrać się tam po dodatki.



Krótko o wykonaniu: Średnica kółka to jakieś 70cm, na ten obwód potrzebne były trzy firanki. Hulahop trzeba przeciąć, żeby nawlec materiał i potem znów połączyć. Sama konstrukcja jest jedynie ozdobą, więc trzeba zadbać jeszcze o oświetlenie. Wisząca na kablu żarówka raczej wyglądałaby tutaj marnie. My zdecydowaliśmy się na proste rozwiązanie: Papierowa lampa o wydłużonym kształcie. Mamy więc okrytą żarówkę, oraz pierwszą część naszego dzieła. Następnym krokiem jest centralne zawieszenie kółka jak najbliżej sufitu. Całość nie jest ciężka, więc jakieś niepozorne haczyki i żyłka napewno wystarczą. Teraz najprzyjemniesza część, czyli kosmetyka. Narazie sznurki zwisają nam prosto w dół. Zależało nam jednak na "efekcie", który osiągnęliśmy przez podwiązanie i upięcie tych sznureczków. Te firanki miały ok. 250 cm długości wystarczyło na fantazyjne upięcie i ostatecznie lampa lub raczej abażur ma podłużny kształt i jakieś 150 cm długości!

Czas:             2 - 3 godz.
Koszta:          niskie, wszystkie potrzebne elementy można kupić za niewielką sumę
Wykonanie:   łatwe!


Mam nadzieję, że udało mi się Was zaciekawić. Dla cierpliwych, czyli tych, którzy dotarli ze mną do końca, przedstawiam nareszcie  fotki całości:





Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam ciepło! Następnym razem zabiorę Was na wycieczkę w Karkonosze...
Pa!
Monika

6 komentarzy:

  1. Kochana, jesteś wielka. Takie proste w wykonaniu, a takie skomplikowane w dokonaniu! Nie wiem, czy nie powinnaś tego pomysłu opatentować ;)). Tylko on się chyba bardzo kurzy...

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziekuje! Lampa wisi tak wysoko, ze nie zagladam, a na glowe nic sie nie sypie;)

    OdpowiedzUsuń
  3. wow - ale pomysł i jakie wykonanie - cudnie :)
    Założe sie, że w jakimś ekskluzywnym sklepie słono by kosztowała :)

    OdpowiedzUsuń
  4. świetnie sie te niekonwencjonalne lampy prezentują w mieszkaniu :)
    Pozdrawiam cieplo

    OdpowiedzUsuń

Komentarze mile widziane! :)