czwartek, 18 lutego 2016

Stambuł - weekend we dwoje

Witam!

Tak sobie myślę, że podobnie jak ja w ostatnim czasie, musi czuć się pisarz cierpiący na blokady oraz brak weny. Nie żebym sama aspirowała do takiego tytułu. Od tego bloga nie zależy zresztą moja egzystencja (chociaż być może byłaby by to jakaś motywacja), a moim literkom daleko do poziomu profesjonalistów. Chodzi mi o związane z takim stanem nastroje, o pewną bezsilność oraz brak pomysłu na "co dalej". Panuje u mnie wnętrzarska posucha, codzienność mnie dobija i odbiera ostatnie cząstki kreatywności. Nie zaniechałam przedsięwzięcia jednak jeszcze całkowicie, zobaczymy co z tego wyniknie. W przygotowaniu jest wpis o indywidualnym urlopie w Tajlandii, a dziś - tak dla rozgrzewki - kilka zdjęć ze Stambułu.

Ten weekendowy wyjazd we dwoje to zaległy prezent urodzinowy od Męża, przypadkiem trafiło na weekend walentynkowy. Bilety kupiliśmy dokładnie dzień przed styczniowym atakiem terrorystycznym, taki dodatkowy bonusik. Wyjazd w piątek rano, a powrót już w niedzielę po śniadaniu. To był naprawdę króciutki wypad (pierwszy do Turcji w ogóle), ale wystarczyło, żeby pospacerować i "wczuć się"  w to ogromne miasto. Luty nie jest optymalnym miesiącem ze względu na pogodę (deszcz), ale było łagodnie, ok. +15 stopni. Wybraliśmy mały hotelik znajdujący się 3 minuty od głównego placu (Taksim): villa pera suite. Mogę z czystym sumieniem polecić. Kontakt mieliśmy chyba z właścicielem, bo pan bardzo się starał. Mówiący po angielsku służył nam konkretnymi informacjami i był ogólnie bardzo pomocny, uważny, ale nie nachalny.

Nie będę się rozpisywać na temat moich wrażeń. Niech zdjęcia objektywnie oddadzą klimat. Dodam tylko, że pojechaliśmy bez aparatu (!), więc wszystkie fotki robione były komórką, a warunki świetlne były raczej mierne.


Błękitny meczet


Te schody mnie rozbroiły

...i nie miały końca :)

Cysterna Bazyliki - Kolumna z odwróconą głową Meduzy

Cysterna Bazyliki - To miejsce powstało w 6 wieku n.e.!


Ławeczka dla moli książkowych

Meczety dominują obraz miasta
Hipsterstwo szerzy się nawet w Oriencie





Tea time
Pozdrawiam, oby do rychłego!
Moni

wtorek, 19 stycznia 2016

Łóżko na antresoli - projekt diy. Uwagi praktyczne czyli tzw. tutorial

Witam!

Jednym z najpoczytniejszych wpisów na tym blogu jest ten o łóżku na antresoli. Wielu z Was planuje podobny projekt i szuka w sieci praktycznych wskazówek. W pierwszym poście na ten temat (link powyżej) skupiłam się na ogólnym przebiegu tegóż projektu oraz wyglądzie, pomijając szczegóły techniczne. Powód jest prosty: od techniki był mój Mąż, a mnie te detale interesują raczej powierzchownie.
Po wielu mailach od Was stwierdzam, że to jednak techniczne informacje interesują Was w szczególności. Tak więc dziś na moją proźbę autorem poniższego tekstu jest Luk. W tekście znajdziecie dane techniczne naszego łóżka na antresoli jak i ogólne wskazówki. Mam nadzieję, że będą przydatne!

Dodam jeszcze, że jakkolwiek za nasze łóżko jestem pewna w 100%, to za jakość innych, wykonanych na podstawie tych danych i naszych doświadczeń nie odpowiadamy.


K o r p u s   ł ó ż k a
Korpus łóżka wykonany jest jako skrzynia (kaseta) z ramą i podłogą przykręconą od dołu. Wbrew intuicji konstruktorskiej podłoga nie ma dodatkowych podpórek. Plusem tego rozwiązania jest maksymalne wykorzystanie wysokości pomieszczenia, co ma szczególne znaczenie w nowym budownictwie. Mówię z góry: Obawy przed zapadającą się podłogą nie są uzasadnione!
Gabaryty naszego łóżka na antresoli są pokaźne, patrz poniżej. Wszelkie zmniejszanie rozmiarów Twojej konstrukcji doprowadzi do dalszego powiększenia wytrzymałości, jeżeli zachowasz grubość materiału. Łóżko nie ugina się odczuwalnie. Dwóch dorosłych i dziecko nie są problemem, tego dowiedliśmy.

Wymiary naszej konstrukcji to około:
Powierzchnia 3.4 x 1.4 m
Rama: sosna/świerk, tył i boki 12 x 4 cm, przód 20 x 6 cm
Podpórki: sosna lub inne iglaste, 6 x 8 cm, długość 30 cm.
Podłoga: płyta stolarska 22 mm, dwie części połączone "piórem".
Lepiej: sklejka >20 mm w jednym kawałku.

Kilka uwag:
- Przemyśl, czy łóżko da się wtaszczyć na mocowanie po skręceniu korpusu na podłodze. Nasz pokój jest lekko trapezoidalny, co ułatwiło sprawę.
- Przykręć podłogę dużą ilością śrub. Nam zeszło ponad 100.
- Jeżeli podłogę zrobisz z dwóch części, na pewno połącz je piórem, kołkami lub płytką stalową. Połączenie jest konieczne dla dobrego rozkładu sił.
- Jeżeli użyjesz płyty stolarskiej na podłogę, deski wewnątrz płyty powinny przebiegać równolegle do krótszej strony łóżka.
- Zaprojektuj duży właz, nasz o wielkości 50 x 60 cm okazał się trochę za mały.

M o n t a ż   n a   ś c i a n a c h
Montaż łóżka na ścianach stał się konieczny przez decyzję o zrezygnowaniu z nóg, które miałyby dobrze ponad dwa metry i zdominowałyby całość. Mieszkając w starym budownictwie trzeba wyjść z założenia, że ściana składa się z "czegoś", co na pewno nie jest twarde i nie trzyma. Realizujac zawieszenie w oparciu o to założenie trzeba pójść na ilość i masę, a nie w kołki high-tech do betonu.
Korpus łóżka podparty jest na czterech belkach-słupkach, które przymocowane są do ściany
na trzech dużych kołkach. Kołki mają około 12 cm długości, 14 mm średnicy i śrubę 10 mm z główką sześciokątną. Montaż kółka o tak wielkiej średnicy w słabej ścianie kończy się najczęściej pewnym problemem. Zamiast "chwytać" kołek obraca się ze śrubą i powiększa tylko dziurę.
Jest na to jednak rozwiązanie. Użyte kołki mają dodatkowy kołnierz i przekładane są przez mocowany materiał. Odpowiednio ciasny otwór w mocowanej belce zapobiega obracaniu i kołek prędzej czy później chwyci. Śruby dokręcamy grzechotką - ale z umiarem. Dla lepszego wykorzystania długości kołka ale także dla estetyki, warto go zapuścić trochę w drewno, np. wiertłem 35 mm użytym też przy balustradzie.



B a l u s t r a d a
Aby nie obciążać wizualnie frontu, balustrada wykonana jest z grubego sznura konopnego. To rozwiązanie ostatecznie nadaje własnego, trochę marytymistycznego charakteru całej konstrukcji.
Cztery podpórki to kołki 35 mm z prostokąntnymi nasadkami. Ta średnica jest  praktyczna, gdyż istnieją wiertła do zawiasów właśnie tej wielkości. Uwaga, kołki trzeba zapuscić kilka dobrych centymetrów w belkę nośna. Siły działające na balustradę mogą być spore. Gdy na łóżku sypiają małe dzieci, "oczko" osznurkowania trzeba będzie odpowiednio zmniejszyć. Po stronie dolnej belki
sznur jest przepuszczony przez zwykłe metalowe haczyki z gwintem do drewna.
- Nie próbuj palić sznurka konopnego.


D r a b i n k a
Z ciężkim bólem Budowniczy kupił gotową drabinkę na dziale budowlanym. Brak czasu zwycieżył nad dumą majsterkowicza. Alternatywą jest drabina wiązana lub zintegrowana ze ścianą. Uwaga, zrobienie solidnej drabiny to prawdziwe rzemiosło stolarskie. Nie polecam początkującym.


Wyczerpaliśmy chyba już wszystkie wątki tego tematu :) Dadam na koniec, że łóżko służy nam już przeszło rok bez zarzutu. To co? Pozostaje  życzyć Wam powodzenia!


niedziela, 29 listopada 2015

Adwentowy wianek

Witam!

Dziś pierwsza niedziela Adwentu. To jeszcze listopad, ale adwentowo-świąteczne przygotowania u mnie są już w toku. Tradycyjnie z porządkami uwinęłam się  w listopadzie, mam też część prezentów oraz zarys tego, jakie będą dekoracje. Grudzień w mojej rodzinie to również czas urodzin, więc od lat staram się wszystko tak usprawnić, aby nie zwariować, nie przemęczyć się zbytnio i obowiązki tak podzielić, aby celebrowanie sprawiało nam wszystkim wielką radość. Mam w tym wszystkim coraz większą wprawę! :)

Dzisiaj zapalamy pierwszą świeczkę i zaczynamy wielkie odliczanie do świąt. Dekoracyjnie skłaniam się w tym roku raczej do motto mniej znaczy więcej. Już w ubiegłym roku przejrzałam i oddałam wiele dekoracji. Kolorystycznie od lat poruszam się między klasyczną czerwienią, złotem i białymi dodatkami, oczywiście z małymi wyjątkami. Trzymamając się jednak tej gamy powoli powiększam kolekcję, a całość nadal jest spójna.

Wianek adwentowy od lat robię sama. W tym roku jest taki właśnie minimalistycznie ustrojony, za to zajmuje prawie cały stół! :)


Życzę Wam fajnego Adwentu - nie dajcie się zwariować!

Moni

środa, 11 marca 2015

Abażur jak kapelusz - nowe diy w pokoju Córki

Witam serdecznie!

Ostatnio nieplanowanie byłam kilka dni w domu, co owocowało drobnymi projektami. Jak zapowiadałam, rozpoczęłam akcję "szycie". Najpierw trochę się namęczyłam z bawełnianą tkaniną, żeby uszyć prosty - wydawałoby się - loop. Ostatecznie potrzebowałam trzech dni, ale dziecku się podoba i właściwie go nie zdejmuje. Ja ostatecznie też jestem zadowolona, biorąc pod uwagę moją niecierpliwość i pierwszą próbę. Potem dla relaksu uszyłam poszewkę na poduszkę. Miała być do szkoły, bo sobie dzieciaki w klasie tworzą kącik do wypoczynku. Tak się Mi spodobała, że i poszewka została. Nic, zrobię jeszcze jedną ;) W sprawie tego szycia musicie uwierzyć mi na słowo, bo nie mam (jeszcze) zdjęć.

Jednak dziś przedstawię Wam całkiem inne dzieło. Chodzi o lampę w pokoju Mi. Pomyślałam właśnie, że poza halogenowym oświetleniem, które przejęliśmy "w spadku" i nowymi lampami w kuchni, lampy wiszące w naszym domu zrobiliśmy sami. O lampach w sypialni i salonie już pisałam, możecie o nich poczytać: (sypialnia, salon). Teraz przestawię najnowszy lampowy projekt, całkowicie wykonany przez Luka.


Jest to abażur w kształcie kapelusza. :) Przydały się chomikowane tkaniny; wzór i kolor pasują do pokoju dziecka. Kolejne kroki wykonania w zdjęciach:






Drut jest dość twardy, dlatego wymaga "twardej ręki", jednak dzięki temu konstrukcja jest stabilna. Nasz kapelusz-abażur jest dość duży, więc potrzebne były sporych rozmiarów materiały, szczególnie na rondo. Po odpowiednim docięciu, czas mozolnego zszywania. Tutaj w ruch częściowo tylko poszła maszyna do szycia. Łączenie części już na stelażu musiało odbyć się szyciem ręcznym. Wyszło tak:


 Lampa wygląda fikuśnie, ale jednocześnie dobrze oświetla pokój, bo światło przechodzi przez biały materiał. Wieczorne ujęcia:



To jeszcze nie koniec lampowych przygód, bo w planie mam już kolejną  - do sypialni. Po kilku latach przyszedł czas na zmiany tamże. Przeprowadziłam już wprawdzie kilka drobnych "nieinwazyjnych" zmian, ale czeka nas malowanie i dopiero wtedy pokój nabierze nowego wyglądu.

To tyle w tym temacie. Nie ukrywam, że jestem ciekawa Waszego zdania na temat kapelusza, tzn. lampy. ;)

Pozdrawiam Was ciepło i witam nowych Obserwujących - jest mi bardzo miło!

Do następnego,
Moni

środa, 4 marca 2015

Kuchnia w roli głównej

Witam!

Tak sobie myślę, że kuchnia nie grała tutaj jeszcze pierwszoplanowej roli. Najwyższy więc czas to zmienić. Generalny lifting kuchni odbył się jakieś pięć lat temu. Wymieniliśmy wtedy wszystko: szafki, podłogę, lodówkę, stół. Akurat tutaj nie mieliśmy trudności rozstać się z poprzednimi meblami, zbieranina i pozostałości jeszcze ze studenckich czasów, żadnych cacek godnych zachowania.

Dzięki taboretom oraz podstawie po maszynie do szycia powstał lekko barowy klimat, białe meble i podłoga rozjaśniają to dość ciemne pomieszczenie (wschód i ściana). Brązową półkę we wnęce za lodówką wymieniliśmy na dwie białe, do tego dużo białych naczyń. Wszystko po to, aby i ten róg jak najbardziej rozjaśnić.

Dość nietypowo dla nas w kuchni postawiliśmy na biel. Ok, ścianę dziś pominiemy. :D Głównie białe są również nasze kuchenne skorupki. Zaczęło się od praktycznych powodów. Zastawę stołową kupiliśmy białą i bez ozdób,  bo te zazwyczaj źle znoszą kąpiel w zmywarce. Dokupując coś nowego też pozostaję przy bieli, dzięki temu mogę do woli kombinować, no i szaleć z kolorowymi dodatkami typu serwetki itp.












Wiosnę czuć w powietrzu, wróciła mi wena do działania. To ostatnia okazja na wprowadzenie kilku zmian w domu. Niedługo zaczynamy sezon prac i przyjemności na działce. Przez tych kilka lat, odkąd mamy ogródek, wyrobiliśmy sobie taki dwufazowy rytm: okres jesienno-zimowy, to prace w domu, zaś wiosną i latem działamy w ogródku.

Do poczytania! Pozdrawiam serdecznie
Moni

niedziela, 1 marca 2015

Holländischer Stoffmarkt - holenderska giełda tkanin w Berlinie

Witam!

Wczoraj byłam w niebie! Dokładnie na giełdzie holenderskich tkanin. Nie jestem mistrzynią szycia, ale cieszę się, że nauczyłam się kilka "podstawowych chwytów", bo czasem się przydają.
Znajoma podpowiedziała mi, że w berlińskiej dzielnicy Spandau odbędzie się drugi tego typu bazar. Dotychczas odbywały się wyłącznie w Poczdamie. Pojechałam więc wczoraj rano jedynie z zamiarem obejrzenia... jak się domyślacie nie skończyło się na oglądaniu. :)

To był szał, tkaniny wszelkiej maści, wszelkich kolorów i deseni, wszystkie dodatki, wow! Dla zainteresowanych: następna giełda 19. września, Altstadt Spandau w Berlinie. Nie jestem pewna, czy w porównaniu do polskich cen to miejsce jest godne polecenia.  Pasmanteryjne wyroby są w Polsce raczej tańsze niż w Niemczech. Wspomnę tak dla orientacji, że tutaj cena za metr materiału wynosiła od sześciu euro wzwyż.  Różnica do cen sklepowych jest wprawdzie niewielka, ale nie znam miejsca, gdzie w tych cenach jest TAKI wybór!










Dawno nic nie uszyłam, ale wczorajsza wycieczka na ten bazar ożywiła wenę i mam kilka pomysłów. Podzielę się efektami, jeśli coś z moich amatorskich prób wyjdzie ;) Jedno jest pewne, to nie był ostatni wypad w to miejsce!

Pozdrawiam serdecznie!
Moni